BMW F800GS - FORUM  Strona Główna BMW F800GS - FORUM
Forum użytkowników motocykli BMW F800GS

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Czornoje Morie wokrug
Autor Wiadomość
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-20, 13:55   Czornoje Morie wokrug

Wstęp

Ten wyjazd to w zasadzie nie miało być okrążenie Morza Czarnego. W zasadzie cały czas rozchodziło się Gruzję. Wyjazd w zasadzie miał kilka różnych etapów.

Najpierw pojawił się kumpel, który miał w tym samym czasie urlop i mówi, że jedzie ze mną. A że 2 lata pracował na UA, to warto mieć w ekipie człowieka z dobrym wschodnim językiem. Do tego mieszka w Gołdapi, więc na co dzień śmiga po paliwko do Kaliningradu, więc tematy graniczno-wizowe mu niestraszne.

Później postanowiło do mnie dołączyć jeszcze dwóch kumpli z Lubuskiego, którzy jednak mieli problem czasowy. Po pertraktacjach dogadaliśmy się więc, że w 4 sztuki lecimy na Moskwę, a potem już tylko we dwójkę na Gruzję. Od samego początku plan był taki, że jakoś to będzie :lol: .

Po wielu też przemyśleniach doszliśmy do wniosku, że tranzyt pójdzie przez Wilno. Chłopaki pojadą tam 2 dni przede mną, i gdzieś na Litwie się złapiemy.

Prolog

Pomimo różnych wizowo-kurierskich przygód udało mi się wyruszyć na trasę.



Najpierw do rodzinki pod Suwałki.



Potem waluta. Niby zer dużo, ale niewiele to znaczy ;-)



Pierwsza granica to właściwie formalność.



Kawałek za Wilnem łapiemy się i dalej lecimy w czterech.
Ta druga granica właściwie też ledwo zauważalna...



Przygody zaczną się na trzeciej granicy ;-) , ale to już nie teraz :-) .
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-20, 21:03   

ETAP 1- Rosja

2 lata temu pisząc relację z Murmańska na jednym forum kumpel wspomniał, że Murmańsk to przecież Miasto Bohater. Tak we mnie to hasło gdzieś utkwiło, że ukradkiem wciąż podążałem śladami kolejnych miast posiadających ten tytuł... Petersburg, Murmańsk, Kijów, Odesa, Mińsk i Twierdza Brześć jest już za mną. Wjeżdżając teraz do Rosji nie myślę ani o Morzu Czarnym, ani o Gruzji... W końcu Łotwę trudno z tym skojarzyć. Teraz w głowie mam tylko Gorad Gieroje...



Granica to były dobre 6 godzin. No ale w końcu mamy wtorek, a w niedzielę w Moskwie Finał Czempionatu Mira. Kumple z Lubuskiego przyzwyczajeni do granic Schengen dostawali szału :lol: . Jednak najlepszy numer wywinął nam kumpel spod Kaliningradu...nasz pewniak z wielokrotną wizą na teren FR. Okazało się , że nie miał...przeglądu motocykla. Łotewski pograniczniak to zauważył, i oświadczył, że z brakami w dokumentach go z terytorium Ewropejskiego Sajuza nie wypuści. I na nic gadanie, kombinowanie. Potrzebny jest sztamp w bumadze, a taki dostać może jedynie w Polsce. Tym samym od tej pory jedzie nas już tylko trzech.
Niestety granice przekraczamy już po zmroku więc szukamy najbliższego noclegu. Jest obskurnie, ale tanio...no i choć trochę motocyklowo ;-)



Po nocy zazwyczaj jest dzień, więc czas nam wyruszyć dalej. Kierunek Katyń, Smoleńsk, na koniec kierunek Moskwa.



Po drodze na popasie pod sklepem spotykamy Niemca, który samotnie na starej Bawarce też leci na Moskwę.



Licznik ma już przekręcony :-) .



Do Katynia na cmentarz docieramy dość sprawnie. 54°46'32.2"N 31°47'17.7"E









Po wyjściu spotykamy ...a jakże Niemców.



Po Katyniu czas na...obiad w Smoleńsku ;-) . Tym samym zaliczam kolejny z Gorad Gierojów :mrgreen: .



A następnie jedziemy pod Brzozę... TĘ BRZOZĘ. 54°49'25.8"N 32°02'59.7"E





Choć tak po prawdzie jak się rozejrzeć po okolicy, to na pewno nie jest to TA Brzoza, ale to właśnie ona stała się symbolem i przy niej odbywają się uroczystości.





Podczas szperania po okolicy kumple wpadają na miejscowego pijaczka. Jak z nim pogadać, to jedyna prawdziwa wersja wypadu to wersja MAK. Co więcej koleś czyni nam Polakom zarzut... Dlaczego wy usuwacie pomniki gierojów. U nas wasz prezydent ma swój pomnik...Trudne to są rozmowy, zwłaszcza trzeźwemu z pijanym więc wymijająco chłopaki usuwają się na bok. Ja robię fotkę lotniska przez dziurę w murze ;-) .



Po kilku kilometrach na postoju... Jaki kraj, takie zwierzęta pod domem :lol: ...



Zaczym jednak dotrzemy do Moskwy w planie mamy odwiedzenie dwóch miejsc. Pierwsze to miasto nazywane kiedyś Grzack, w którym urodził się nie kto inny jak Wacław Kowalski, znany szerzej jako Kazimierz Pawlak.



Jednak nawet tak wielką sławę przyćmił nie kto inny jak Jurii Gagarin :lol: .



Miasto na jego cześć nosi nazwę Gagarin i jest tam jego dom muziej 55°33'33.6"N 34°59'42.6"E.



Przed domem stoi jego Wołga.



Gdy pisano coś o nim, to zawsze gazety przynosił mamie.



Ich telewizor



Drzewo genealogiczne



I pokój w którym pracował. Przewodniczka z wielkim namaszczeniem opowiadała, że tam Jurij przyjmował gości i naukowców i właśnie tam "pomagał rozwiązywać problemy całego świata" :lol: ...



Rzecz jasna jego pióro, nie mogło być tylko zwykłym piórem ;-) .



Niewiele przed Moskwą czekała na nas kolejna legendarna miejscówka. To Muzeum Czołgów w Kubince. A że Rosjanie jednak przez długi czas robili świetne konstrukcje, to jest tam kilka smaczków. 55°34'00.9"N 36°42'56.2"E
Z radzieckich konstrukcji zawsze chciałem zobaczyć czołg UFO, czyli prototyp czołgu znany lepiej jako Obiekt 279.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Obiekt_279





Zdjęcia trochę słabe, ale jak się przyjrzeć, to ten wynalazek miał 4 gąsienice...



Co ciekawe nasze tankietki TKS z września 39 stoją w pawilonie Niemieckim.



Jeden z największych dziwolągów. Minenräumer, czyli trał do rozminowywania.



Samobieżny moździerz Adam. Takim ostrzeliwano Warszawę podczas powstania.





I ostatni smaczek, to prototyp czołgu Maus. Niemcy zbudowali takie dwa, z czego przetrwał do dziś tylko ten...





A potem na Moskwę, bo już niewiele zostało ;-) .
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-21, 18:34   

Moskwa, to chyba w zasadzie osobny rozdział. Planowaliśmy posiedzieć tam 3 noclegi, ale na trasie złapaliśmy już trochę opóźnienia i zajechaliśmy dzień później, choć trasa szła szybko i sprawnie. Przez pryzmat Rajdu Katyńskiego już sam Katyń zawsze mi się wydawał odległy i osnuty wieloma trudami podróży. A tu 3 dni i już byłem. Pół kolejnego dnia i była Moskwa.
Do tego na trasie tylko jedna awaria... A właściwie zużycie materiału... Czujnik od kosy bocznej na dziurach od dawna potrafił „popuszczać”, przez co wyłączało mi silnik :roll: . Ale gdzieś na tych drogach zachodniej Rosji przestało to już być sporadyczne. Diagnoza szybka, naprawa jeszcze szybsza. Scyzoryk na kable, sztywny mostek i ten temat nie powrócił już aż do końca wyprawy :lol: .

A sama Moskwa co by nie gadać jest ogromna. Jak mi ktoś powie, że duży jest Londyn, Berlin, czy jakiś inny Paryż, to niech jedzie do Moskwy i powie to samo wtedy. Oficjalnie? Ponad 17mln ludzi. Nieoficjalnie? 20 będzie. Czyli tyle co połowa ludności Polski :shock: . Berlin ma jeden ring, Moskwa 4. My śpimy niemal w centrum bo przy drugim ringu.

Po zameldowaniu się u znajomych wyskakujemy na wieczorny objazd miasta.

Oczywiście punkt numer jeden to Plac Czerwony ;-) .
Uliczeki prowadzące na "Rynek" ;-) .





I sam plac. 55°45'13.7"N 37°37'14.9"E



Antyradar wersja Rosja



Obok widok z Wielkiego Kamiennego Mostu. 55°44'47.2"N 37°36'46.6"E



Dalej a jakże do Sexton'u, czyli klubu Nocnych Wołków. 55°45'56.5"N 37°28'21.3"E







Następny dzień mamy cały na zwiedzanie.
Hotel Ukraina.55°45'05.7"N 37°33'58.5"E



Łubianka. Nieopodal parkowaliśmy motocykle idąc na Plac Czerwony. Sama zaś Łubianka to nic innego jak główna siedziba NKWD, potem KGB i wreszcie FSB, czyli w dosłownym tego słowa znaczeniu mordownia. 55°45'35.3"N 37°37'38.1"E


Plac Czerwony za dnia.



Mauzoleum wiecznie żywego.



Robotnik i Kołchoźnica. Jak ryczący lew zapowiadał filmy MGM, tak ten pomnik pojawiał się przed każdym filmiem z Mosfilmu. 55°49'40.6"N 37°38'51.0"E



Potem przelot na Wzgórza Wyrobiowe. Jest tu główna strefa kibica i przepiękny widok na Moskwę i Łużniki. Wszak jutro finał Czempionatu ;-) . 55°42'33.6"N 37°32'31.9"E



Moskwę chyba najlepiej określił Siara z "Kilera". Mają rozmach.

Zrobienie zdjęcia jakiejkolwiek budowli wymaga przejścia na drugą stronę ulicy i dodatkowo funkcji zdjęć panoramicznych. A i to czasem nie starcza . Tu Moskiewskie City. 55°44'55.1"N 37°31'57.8"E



Odwiedzamy też największą prawosławną świątynię na świecie, czyli Sobór Chrystusa Spasiciela.
Ciekawa historia, zwłaszcza wątek o Pałacu Rad i Basenie pływackim... W każdym razie rozmach jest, a człowiek o imieniu na "W" ma tam swoje miejsce ;-) .



Generalnie jazda po Moskwie nie należy do super przyjemnych. Wszędzie cała masa samochodów i ogromny ruch. Za to widać jest tam sporo bezdomnych, bo stojąc na światłach nie jest problemem zobaczyć kilka Maybachów naraz. Do takich wynalazków Lukoil specjalnie robi 100 oktany, jak podpisali uwalnia moc ;-) .

_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-22, 18:40   

Moskwa na dłuższą metę mnie zmęczyła. Ma ona swój styl, socrealizm, ale w pewnym momencie ma się tego dość. To trochę jak Nowa Huta w Krakowie. Jest klimat, ale z Nowej Huty nie problem wyjść, a Moskwa jednak trochę większa, i tak łatwo nie wyjdziesz.

W każdym razie czas mi się z kumplami pożegnać. Oni będą jechać na Charków, a ja będę szukać kolejnych Gorad Gierojów. Jak by kto pytał, to Moskwa oczywiście posiada ten tytuł ;-) .

Ostatnie pożegnanie z Kremlem.



Kolejny Gorad Gieroj na mojej trasie to Tuła. Walk w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej za bardzo tam nie było, ale były za to zakłady zbrojeniowe wyrabiające kolejne karabiny i czołgi ponad plan. 54°15'52.5"N 37°36'07.4"E



Sam za bardzo nie wiedziałem, czego w Tule szukać, więc po chwili Tułam się z Tuły na Kaspijkę do Stalingradu vel Wołgogradu ;-) . Dlaczego to miasto otrzymało tytuł Gorad Gieroja chyba nikomu już pisać nie muszę :-D .

Jak się spojrzałem na mapę, to pomyślałem sobie... Niedaleko ten Wołgograd. W warunkach Rosyjskich mawiają, że do 500km jest blisko. Tu niestety blisko już nie było. 1000km. Gdzieś po drodze wypada mi więc nocleg. I jak rosyjskie miasta generalnie mi się nie podobają, tak ten budynek w wieczornym oświetleniu robił wrażenie.



Po zmroku z różnych zakątków wyłaniają się wszelkiej maści Łady, od 2107 po starsze Żiguli. Muza łupie, chłopaki jadą na podryw. Ot małomiasteczkowe życie ;-) .

Ja pobieram małe conieco na noc. Tylko które wybrać? A pani już w butelkę naleje :-D .



Na wieczór zaczęło trochę padać. Do rana na szczęście wszystko wysycha.

Nad ranem wita mnie już słońce. Czas więc na śniadanie. Jaki kraj, takie sztućce. Mi podali złote.



Kiedyś gdzieś przeczytałem, że podczas wojny Niemcy idąc na Stalingrad nie wytrzymywali psychicznie. Ogrom przestrzeni i jego monotonność ich przybijała. I nie dziwię się. Człowiek jedzie, a obok przez 10km ciągnie się pole słonecznika. U nas przez 10 kilometry to się ze 3 wioski mija, a tu tylko to jedno pole. Do tego płasko, droga prosta. Jak żyć panie premierze...jak żyć.



Po Stalingradzie wiele sobie obiecywałem. Miasto symbol miejskich walk.


Może to deszcz który niewiele po moim wyruszeniu zaczyna padac, może pierwsze zmęczenie. Ale jakoś tak bez przekonania tam jestem.

Kiedyś tak to wyglądało. Rok 1942. Zdjęcie oczywiście nie moje ;-) .



I dziś. 48°42'57.8"N 44°31'57.5"E




No dobra. Nie będę kłamał. Fontanna Barmalej stała w trochę innym miejscu, ale klimat jest ;-) . Ta stoi przy Młynie Gercharda koło Muzeum Panoramy Bitwy Stalingradzkiej. Wszystko zaraz naprzeciw ruin Domu Pawłowa :-) .
Z drugiej strony Młyna jest czołg zniszczony w czasie walk.



Jednym z symboli Stalingradu jest monument Matka Ojczyzna Wzywa. Oczywiście wszystko wybudowane w myśl zasady... mają rozmach... 48°44'32.1"N 44°32'13.5"E




Zaraz obok jest park pamięci gdzie wciąż płonie znicz i stoi warta honorowa.



Z Wołgogradu zmieniam kierunek. Zamiast dalej Kaspijką na Południe lecę teraz na Zachód na Krasnodar. Droga kiepska, choć wszędzie asfalt. Lecę i lecę... Kilometrów mnogo. Do tego cały czas deszcz. Na noclegu na szczęście znalazłem ze 2 elektryczne grzejniki. Nie wahałem się więc ich użyć ;-) . Do rana byłem Suchutki.

Z hotelowych ciekawostek. Bumaga toaliet ;-) . Pełna :lol:

_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-23, 18:12   

Na następny dzień na szczęście nie pada. Leniwie zbieram się w trasę. Ruszam, ale toczę się niemożliwie powoli. Raptem wyprzedza mnie na pełnym pędzie Babcia Afryka. No i to jest ten moment, żeby przepalić sprzęta. Doganiam gościa i lecę za nim. Droga taka ledwo sobie, a on trzyma 1zł40gr. Lecieliśmy tak przez pewien czas, aż w końcu gdzieś pośrodku pola Afryka się zatrzymuje. I tak poznaję Iwana :mrgreen: .



Iwan jest gdzieś z za Kazania. Leci na Krym na BikeFest. Co ciekawe od pewnego czasu wciąż dostaję pytanie, czy jadę na Krym. W końcu od maja most otwarty ;-) .
Lecieliśmy kawałek razem, ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły na jednej ze stacji benzynowych.

Gdzieś po trasie coraz bardziej mam wrażenie, że coś przednie koło ma luz. Trza sprawę obadać.



No i faktycznie. Jest luz. Moja pierwsza diagnoza, to jest niedociągnięta ośka. Niedługo więc zrobię odpowiedni system.



Przy okazji też, warto sprawdzić oleum. Zwłaszcza, że od kilku tysięcy mam nowy silnik, a drogi do domu też niemało.



Morze Czarne gdzieś po trasie.



Jaki kraj, takie zawieszki na lusterkach „samochodów” ;-) .



Czy to już białe niedźwiedzie ;-) .




Krym mijam bokiem. Podobno nie jest problemem wjechać, ale pamiętać trzeba, że w świetle obecnego prawa Ewropejskiego Sajuza, gdzie na Krym nałożone są sankcje, wjazd obywatela państwa Unii Europejskiej jest przestępstwem. Do tego Ukraińcy jak mogą starają się inwigilować ten teren i jak człowieka namierzą można dostać misia na Ukrainę.
I niestety... Sewastopol i Kercz muszą poczekać na lepsze czasy w moich odwiedzinach Gorad Gierojów.

Jadę więc na Noworosyjsk. To ostatnie z Miast Bohaterów. Z rejonu tego miasta miała wyjść ofensywa wyzwalająca Krym.

Port w Noworosyjsku 44°43'15.2"N 37°46'58.8"E




Michaił Kutuzow. Okręt muzeum w Noworosyjski.



Noworosyjsk to chyba jedyne poza Petersburgiem miasto, które mi się podoba. Z jednej strony Morze Czarne, z drugiej zaczynają się góry Kaukazu. Jednak bez problemów odnajdziecie i tu Soviet Mental ;-) . 44°43'38.5"N 37°49'04.7"E



Gorad Gieroj – Noworosyjsk 44°41'31.2"N 37°52'00.6"E



W międzyczasie okazuje się, że mój znajomy zorganizował sobie w Soczi wywczas. Na krzywy ryj, ale zwalam się do niego. Mapa pokazuje, że mam niecałe 300km. No to co to jest za dystans... Chwila moment po robocie ;-) .
Jednak okazuje się to nie takie proste. Soczi to właściwie miasto zamknięte przez morze i góry. Z jednej strony Morze Czarne, a z drugiej Kaukaz. Co więcej prowadzi tam tylko jedna droga, do tego kręta. Masa agrafek. Niby niedaleko, a jadę ponad 5 godzin. Ta droga to jeden wielki korek z całą masą Kamazów niczym zapór.

W każdym razie dojeżdżam po zmroku, melduję się u kumpla i dogaduję się, że na następny dzień nie odpalam moto. Jestem w trasie niecałe 2 tyg i powoli we mnie wzbiera wstręt do kanapy. Jeden dzień przerwy nie zaszkodzi, zwłaszcza, że jest gdzie :-D . Czas też na pranie. Jedyne konkretne w czasie wyjazdu.

Wszystkim rosja kojarzy się z zimnem. A tu rosną cytryny



I mandarynki



I palmy



I w ogóle jest prawie 40 st



Kompleks Olimpijski w Soczi



Kompleks Rozrywkowy



Tor F1



Zwykła uliczka w Soczi

_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-24, 16:45   

Soczi to był swoisty przełom wyprawy. Niby wciąż jestem w Rosji, ale właśnie wsiadłem w wyprane ciuchy. Jakoś mentalnie przełamałem się znowu do motocykla. Można by powiedzieć, że od tego momentu skończyły się problemy kanapowe, tzn nie czułem dyskomfortu siedzenia wielu kilometrów na wąskiej kanapie. Potrafiłem zrobić za jednym zamachem 250km, po czym zatrzymać się na tankowanie i nie chodziłem niczym kowboj :lol: .

Gdyby nie Abchazja po kilkunastu kilometrach mógłbym być w Gruzji. Ale niestety, trzeba jechać w odwrotnym kierunku. I znowu tą wąską drogą, tymi zakręconymi agrafkami. W pewnym momencie to już nawet mam dość tych zakrętów.



Gdzieś po trasie uświadamiam sobie, że chyba coś jest nie tak z przednim kołem. Cały czas słyszę jakiś dziwny dźwięk, jakby terkotanie. Oczyma wyobraźni widzę już jak zatrzymuję się na znaczku Kamaza, po efektownym urwaniu się przedniego koła. Szybko zatrzymuję się na poboczu, ale dźwięk nie ustaje. Ponieważ 3 miesiące wcześniej wymieniłem silnik kolejna myśl która niekontrolowana przebiegła mi przez głowę, to że właśnie zacieram silnik, bo gdzieś po trasie zgubiłem oliwę. Wyłączam więc maszynę, ale na szczęście ten dźwięk słyszę dalej. Ciśnienie ze mnie schodzi, bo to znaczy, że to nie maszyna. Ale kolejna myśl, która miała średnie oparcie w zdrowym rozsądku, to, że siada mi interkom... Zdejmuję kask, a ten dźwięk staje się naprawdę głośny. Gdzieś na okazjonalnej stacji benzynowej pytam się pracownika co to jest. Okazało się, że to cykady. A kilka dni później dowiedziałem się, że Kora nie żyje...



Mimo, że po Rosji zrobiłem już sporo kilometrów dopiero teraz trafiam na legendarny wschód ;-) .



Po trasie też pojawia się problem z Interkomem. Ale bez większych problemów kupuję zestaw śrubokrętów, do jego rozkręcenia.



Powoli zbliżają się moje ostatnie chwile w Rosji. Jedna z wersji wyjazdu zakładała, powrót przez Rosję. Ale niestety konsul nie był łaskaw dać wizy dwukrotnej, więc wyjazd z terenu FR oznacza powrót przez Turcję i Bałkany. Zastanawiam się też nad Machaczkałą i Morzem Kaspijskim, ale przestraszyłem się Czeczni i Groznego. W sumie niepotrzebnie, ale jak się przejeżdża kolo Biesłanu, to przypomina się atak terrorystyczny na szkołę w 2004.



W każdym razie po trasie poznaję Igora z Symferopola na Krymie.



Igor leci na F650GS Twin. Chwilę gadamy. Trochę szkoda chłopaka. Mówi, że Google ma na Krymie wiele funkcji niedostępnych. Banki tak samo. Po części do BeeMki musi latać do Rostowa, bo na Krymie ASO też nie działa. Nie pytałem, czy on Rosjanin, czy Ukrainiec, czy w referendum głosował, czy nie. Ale jak to śpiewał artysta poeta... Robaki są deptane, gdy olbrzymy się kłócą...

Gdzies po trasie spotykam kolejnego znajomego. Okiec :-D .



Wiedziałem, że jest na Gruzji. Lecieli wersję maxOFF. Była opcja spotkać się na Gruzji, ale wyszło gdzieś pod Władykaukazem ;-) . Dostaję od niego przewodnik, dzięki któremu będę coś więcej wiedział o Gruzji :-) . Dzięi Okiec.

Za Władykaukazem zaczyna się droga wojenna. Na chwilę obecną jedyna droga między Gruzją a Rosją.



Droga ta prowadzi wprost do granicy, którą pokonuję szybko i sprawnie :-) . Każą mi nie stać w kolejce, tylko jechać to jadę ;-) .

I tak oto rozpoczynam...

ETAP 2 - Gruzja





Był plan wjechać trochę głębiej w Gruzję, ale wieczorem rozpętuje się porządna ulewa. Może niedługa, ale konkretnie intensywna. Dlatego zostaję w Stepancmindzie.

Czy znajdziecie tu prysznic ;-) ?



Nad ranem jeszcze raz zaglądam w przednie koło. Wymieniam jedno łożysko i lekko przekładam moją podkładkę. Koło od tej pory lata wyraźnie mniej :-) .



Jedną z atrakcji Stepancmindy jest Cminda Sameba, czyli Kościółek położony na jednym ze wzniesień. 42°39'45.5"N 44°37'13.9"E




Odwiedzam go z rana. Zaczynają się też zabawy w OFFie :-D .



Miejscowi do tego używają Mitsubishi Delica.



Jadę na południe. Plan jest polecieć w góry, ale najpierw będę chciał znaleźć nocleg, żeby lecieć na lekko :-) . Po trasie przejeżdzam koło Pomnika przyjaźni Gruzińsko-Rosyjskiej. Może i Soviet, ale zrobiony bardzo fajnie. 42°29'32.3"N 44°27'10.8"E






Lecąc w poszukiwaniu noclegu spotykam polaków. Rejestracja okołowarszawska. Mieli naklejkę Forum Vstroma ;-) . Widzieli mnie dzień wcześniej jak szukałem noclegu w czasie ulewy. Zjedliśmy razem obiad i polecieliśmy w swoje strony :wink: Pozdrawiam :-) .

_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-25, 20:48   

No dobra... Pojadłem obiad z polakami, kawałek dalej znalazłem nocleg. A ponieważ dopiero dochodzi godzina 12 w południe zostawiam tam cały swój sakwojaż i lecę w góry.

Dziś lecę do Shatili. 42°39'30.5"N 45°09'29.9"E W wiosce specjalnie nic nie ma, ale nie tyle chodzi o króliczka, co o jego gonienie. Nie ważne co we wsi, ważne co w drodze do niej :-D .
Droga do Shatili od głównej drogi to wg map 90 km, z czego może 20 to asfalty. Reszta to ciekawa zabawa i praca nadgarstkiem :-D , choć nie ma się co łudzić... Wszystko było i tak zachowawczo, bo ostatecznie kawałek miałem do domu . Niestety tego dnia pogoda nie była zbyt łaskawa, więc fotki wyszły jak wyszły.





















Miejscami z jednej strony była ściana ze skał, a z drugiej przepaść.





Nie wiem dokładnie ile czasu zajął mi dojazd do Shatili, ale na pewno było to szybciej, niż podawały mapy. Tylko mnie na 2 w miarę amortyzowanych kółkach łatwiej było tam dojechać niż nawet dobrze skrojonemu samochodowi :-) .









Gdzieś około zmroku zajeżdżam na nocleg.

Kolejny dzień okaże się swoistym przełomem. Będzie chyba najpiękniejszy z całego wyjazdu, zaś następny...ale nie uprzedzajmy faktów ;-) .

Zaczęło się od tego, że w przedziwny sposób zaplanowałem sobie trasę. Tak samo jak dzień wcześniej najpierw miałem ogarnąć nocleg, żeby potem bez bagaży polecieć w góry. Z noclegiem padło na Udabno gdzie znajduje się Oasis Club prowadzony przez polaków. 41°30'02.9"N 45°22'41.9"E. Zaś w góry chciałem tego dnia polecieć do Omalo. Traska podobno jak do Shatili, ale chyba jeszcze ładniejszy dojazd 42°22'44.2"N 45°37'49.1"E . Zasadniczy problem jest tylko taki, że od noclegu w Udabno do Omalo jest w zasadzie 200 km w jedną stronę.

Więc do roboty. Gdzieś po trasie mijam twierdzę z kościołem Ananuri 42°09'48.8"N 44°42'10.4"E



Detale na ścianach kościoła





Tak dotarłem do Udabno i załatwiłem sobie nocleg.



Chciałem od razu zapłacić, na co usłyszałem od jednego z prowadzących knajpę, że jak planuję pojechać do Omalo w jeden dzień i wrócić, to lepiej, żebym nie płacił, bo nie zdążę i kasa mi się przyda gdzieś po trasie. I wiecie jak to jest...
-Coooo???? Ja nie dam rady???? Potrzymej mie piwo ;-) .
I poleciałem :-) .

Zaraz za Za Oasis Club się zaczęły awarie. Lecę sobie na pełnym pędzie, jakiś szuterek i raptem blokuje mi tylne koło. Oczyma wyobraźni już widzę jak mi korba w poprzek stanęła rozwalając silnik (a właściwie to wzdłuż, bo normalnie jest w poprzek :lol: ). Już się zastanawiam za ile sprzedać to padło i jak wracać do domu. No ale najpierw wypadało by zobaczyć co się właściwie stało. Okazało się, że....kiepsko przymocowałem do bagażnika spodnie termoaktywne i te wkręciły się w zacisk hamulca :lol: . Pół godziny starałem się resztki tych spodni wywalić z zacisku :lol: .

No więc znowu na kołach i kolejny z luźnych pejzaży ;-) .



Zaraz zaczyna się znowu. Gdzieś na asfaltowej dojazdówce widzę, że pali mi się kontrolka silnika. W czasie jazdy wyłączyłem silnik wyciągając kluczyk, po czym odpaliłem go ponownie w pędzie. Pomyślałem, że to pewnie coś z ABSem po akcji z kalesonami ;-) .Ale po jakimś czasie zauważam, że kontrolka ponownie jest zapalona, a w tandemie z nią miga kontrolka ciśnienia oleju. Szybko więc zjeżdżam na pobocze i już słyszę rzężenie zatartego silnika. Niestety zatrzymałem się podjeżdżając pod górkę więc zabawa w bagnet oleju nie ma sensu. Ale jeszcze błysnęła mi myśl, że przecież migająca kontrolka oleju oznacza u mnie również problem z wiatrakiem chłodnicy. W prawdzie od dawna nie mam tego problemu bo już dawno temu wstawiłem wiatrak od Afryki, ale może to jest dobra myśl. Wkładam więc rękę za chłodnicę, poruszyłem łopatkami wiatraka i odpalam silnik. Żadna z kontrolek się nie zapaliła, ale za to wiatrak ruszył od razu, zaś kontrolka temperatury silnika była jedną kreskę wyżej niż być powinno. No tak. Jadę po serpentynach, wciąż dwójka i trójka, wciąż za zakrętem pędzel i się zagotował...

I tak oto znowu na trasie. Dziadek pędził jak szalony, że aż ledwo zdążyłem zrobić fotkę ;-) .



Klasztor Alaverdi znaleziony gdzieś po trasie 42°01'56.8"N 45°22'38.0"E



Tak oto powoli dotarłem to perełki wyjazdu trasy do Omalo :-D .







Gdzieś po trasie spotykam Niemców. Chłopaki z Koln. Później dowiedziałem się, że robili mi wrogą propagandę, jakobym szybko jechał ;-) .





Generalnie trasa jest bajka. Dziś świeci słońce, więc aż się chce jechać. Czasem mnie nawet ponosi, a właściwie podnosi i to przednie koło. Zabawa była przednia do czasu, kiedy nie zorientowałem się, że tam w dole, to tak jakby przepaść jest. Dość konkretna przepaść. A że jadę sam i nie napisałem jeszcze testamentu, to może jednak lepiej lekko zwolnić ;-) .



Na mój gust 42°14'44.0"N 45°29'55.3"E



Gdzieś po trasie widzę rowerzystów. Postanawiam więc zagadać, bo sam też czasem latam rowerem po górach ;-) . Zaczynam więc...
- Aj haf tu izi...
Gość spogląda na mnie, podchodzi i pyta
- Łer ar ju kom from
-From połland
Odpowiadam... Na co facet proponuję przejść na język polski :lol: . Chwilę pogadaliśmy. Obiecałem im przywieźć wodę z Omalo jak będę wracał. To właśnie od nich potem dowiaduje się, jak mnie obgadali Niemcy ;-) .



Kolejne pejzaże



Gdzieś po trasie spotykam też terenówkę z Łodzi. Chwilę pogadałem z gościem. Opowiadał, że kiedyś cycatemu GieeSowi dorabiał normalny zawias z przodu. Jakiś jego znajomy nadal ma tym jeździć i ma problemy z przednim hamulcem ;-) . Jak to czyta, to polecam wymienić pompę na taką z mniejszym tłoczkiem :lol: .

No i tak docieram do celu podróży :-) .



Jedna z knajp w Omalo, gdzie kupuję wodę dla rowerzystów.



Przełęcz w drodze powrotnej :-) .



Spotykam też parę Białorusinów. Są spod Orszy. W zeszłym roku byłem na Białorusi, ale do Orszy nie pojechałem. Trochę szkoda, Andrzej Kmicic był przecież chorążym orszańskim. Też robią podobną traskę na starej Teresie 750. Mimo, że mam jakieś asfaltowe jodełki, to zazdroszczą mi Mitasa E-07 i Anakee Wilda.



W drodze powrotnej spotykam znowu kolarzy. Niestety znowu słabo przymocowałem bagaż i gdzieś po trasie urywa mi się woda którą im kupiłem razem z rękawiczkami...

Na nocleg dojeżdżam przed 22. Co???? Ja nie dam rady??? ;-) . Szybko jem coś na kolację, dopijam piwem i … to był mój błąd.... Ale o tym później ;-) ...
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-26, 21:17   

Zasadniczo jak dzień wcześniej trapiły mnie usterki maszyny, tak teraz poszła usterka maszynisty :roll: ... Od rana przeciekałem albo dołem albo górą. Do śniadania łyknąłem 40gr z pieprzem, ale niewiele pomogło. Właściwie to trudno powiedzieć że zjadłem śniadanie. Coś podziubałem i tyle. Starałem się sporo pić, ale długo płynów nie utrzymywałem.

Opóźniam więc moment wyjazdu jak najdłużej się da, ale w końcu końcu i tak wyjechać trzeba. Zgięty w pół ruszam ku chwale ojczyzny. Chowam jednak w kufer jedną rolkę na wypadek "w".

Gdzieś po trasie. Wygląda jak nasz Ursus.



Po jakichś 20-30km zatrzymuję się na stacji bo mam już pusto w zbiorniku. Facet na stacji widzi z daleka, że coś jest nie halo i woła do mnie oddechnijcie... Usiadłem więc z boku, a on po chwili woła mnie do swojej kanciapy i proponuje napić się wody. Ma zimniutką z lodówki, to kto by się w 36st oparł ;-) . Nie dokończyłem drugiego kubka, jak pogoniło mnie na skraj stacji i wszystko poszło górą. Z drugiej jednak strony wyraźnie mnie to oczyściło i dało trochę siły.

Przysiadłem z gościem na chwilę, pogadaliśmy pa ruski, dostałem mapę i w drogę ;-) .



Przeleciałem w Tibilisi. Ponieważ ukrop był straszny, a mój stan niepewny postanowiłem się nawodnić.



Co ciekawe, CocaCola utrzymywała się spokojnie w organizmie. Wypiłem chyba ze 3 i ruszyłem w miasto.

Jakiś czas wcześniej zauważyłem, że nie było by źle zmienić zębatki zdawczej. Cały napęd zmieniałem na wiosnę, no ale jak policzyć kilometry taki dziewiczy już nie był... Zaraz po wjeździe do Gruzji znalazłem jakieś 3 sklepy w internecie w Tibilisi i napisałem do nich, ale odpowiedź dostałem tylko od jednego, że nie mają dla mnie zębatki. Sam nie wiem więc dlaczego postanowiłem pokierować się do tamtych dwóch.

Trafiam na jakiś targ częściami motoryzacyjnymi. Połówka Audi, czy ćwiartka BeeMki, to żaden problem. Mamy na miejscu ;-) .



I gdzieś pośród tego uporządkowanego chaosu jest mój sklep :-) .



Zajeżdżam i zaczynam się rozpytywać o zębatkę do siebie. Sprzedawca pogrzebał w komputerze i mówi, że nie ma problemu. Więc ja dla utrudnienia strzelam, że fabrycznie jest 16z, a ja potrzebuję 17z. Jemu nawet brewka nie drgnęła i mówi, że to nie problem. Wznoszę się więc na wyżyny swojego angielskiego i dopytuje się na kiedy mógłby mieć w sklepie tą zębatkę...a on mi na to, że jak tylko znajdzie ją w magazynie na poddaszu :shock: . Nie podejrzewałem, że dostanę ją od ręki. Zatem czas na zakup i wymianę. Do tego dostałem jeszcze trochę zużytego oleju na smarowanie łańcucha ;-) .



Szybko wymieniam zębatkę, ale w tym upale pocę się jak szalony. Poszedłem więc kupić coś do picia.

Nie wyjechałem z Tibilisi, a problemy żołądkowe się nawróciły. Było może ok 15 godziny jak zacząłem znowu szukać jakiegoś hotelu. To nic, że nawet nie zrobiłem 100km, ale wolałem szukać miejsca z bezpośrednim i stałym dostępem do porcelanowej komnaty. Ale jak na złość nic nie mogę znaleźć. Wypadam na autostradę w kierunku Gori/Kutaisi i przyparty do muru w końcu parkuję na poboczu, wyciągam awaryjną rolkę i daje nura w krzaki.

Niestety po wszystkim nie mam kompletnie siły. Podszedłem kawałek do motocykla i w cieniu uwaliłem się na ziemię. Nie wiem, czy leżałem pół minuty, czy pół godziny, ale kompletnie nie miałem siły się podnieść. W końcu widzę jak lata mi wieko od kufra centralnego od pędu samochodów i jakoś się zmuszam podejść i zamknąć ten kufer. I w tym momencie idzie mi wszystko górą.

Tak samo jak na stacji benzynowej oczyszcza mnie to i daje trochę siły. Wsiadam na maszynę i jadę do Gori. Tam już będzie nocleg. Zrobiłem tego dnia może 150km, ale więcej nie dam rady.



W Gori trafiam do jakiejś babeczki szamanki. Mówi, że da mi jakiejś mikstury, która mi pomoże. Pokazuje mi nawet pudełko, a na nim napis

საცხობი სოდა

Twierdzi, że to soda oczyszczona. No cóż pozostaje wierzyć mi na słowo, i znaleźć nocleg.

Mikstura faktycznie pomaga. Może nie jest dobrze, ale przynajmniej już nie przeciekam. Na następny dzień zabieram się więc za zwiedzanie Gori. Jest to bardzo ładne miasto, ale ma jedną wadę. To w nim na świat przyszedł I.W. Dżugaszwili ps Stalin. Mieszkańcy wciąż nie chcą pozbyć się z miasta jego pomnika, domu i muzeum.



Dom Stalina.



Jak by ktoś miał problem z czytaniem
Tutaj urodził się 21 października 1879 roku i przeżył swoje dzieciństwo do 1883 roku I.W.Stalin.





Nad domem jest zrobiona ozdobna wiata ze świetlikiem-witrażem w dachu.



Mauzoleum, gdy jeszcze byli razem z L. pochowani



Wagon Stalina



Pieskie życie w Gruzji ;-) .



Po zwiedzaniu miasta udałem się w drogę. Kierunek Vardzia i skalne miasto. 41°22'42.9"N 43°17'00.2"E

Jednak upał dawał o sobie znać, żołądek też nie pracował jeszcze dobrze, więc co jakiś czas robiłem przystanki, a nawet drzemki ;-) .



Spotkałem tu jakiegoś Gruzina. Próbowałem zagadać pa ruski, ale on nic. Angielski sobie odpuściłem, gruzińskiego nie znam. Było niemal jak w piosence ;-) .



Gdzieś po trasie ;-) .



Trasa szła tak sobie. Do Vardzo miałem ok 190km, a zajechałem dopiero ok 17 godziny. Więc szybko pozwiedzałem i na nocleg.





Żródło



Domy



"Ulice"



"Blokowiska"



Kaplica



I jeszcze raz widok ogólny

_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-27, 14:12   

W Vardzi pogadałem sobie po polsku, w tym z dwoma Gruzinami. Jeden pracował dużo z polakami i się nauczył. U drugiego śpię. Spotkałem tam też polską rodzinę na wywczasie, którzy przylecieli tu samolotem i potem wypożyczyli Priusa.

Rano wciąż nie jest dobrze z żołądkiem, ale śniadanie jakoś upycham i ruszam w trasę. Najpierw w planie droga SH14, która ciągnie się przez park narodowy Borjom-Kharagauli. Wszak wciąż popijam wodę mineralną Borjomi ;-) .

Droga mimo że ciągnie się w góry jest dosyć spokojna. Nie trzeba tam jakichś wielkich umiejętności, żeby ją przejechać. Jest też chyba bardzo malownicza. Chyba, bo wjeżdżam w chmurę i nic nie widać. Poznaję nowego przyjaciela ;-) .



Zdaje się też, że miejscami jadę po grani. Z jednej strony 2 metry do przepaści, z drugiej tak samo. Tylko no właśnie nic nie widać...



Gdzieś po trasie był zawał...



I koparka złapała gumę ;-) .



Zjeżdżając z gór trafiłem na pięciu Gruzinów. I dopiero wtedy nastąpiło całkowite uleczenie z żołądkowych dolegliwości :lol: .

Zatrzymali mnie i zapytali otkuda ty. Odpowiadam więc, że ja z polszy. Aaaaaaa, Paliak... dzierżyj . I tak oto dostałem stakana, który nie miał 25gr. Do środka nalali mi czegoś co nie miało też 40volt. I tak poszerzaliśmy horyzonty przyjaźni polsko gruzińskiej :lol: .



I na nic wołania, że ja wodziciel (znaczy kierowca). Otrzymałem instrukcję, że tam nie łapią tak jak u nas :lol: . Trzy razy wołałem eta pasledni (to już ostatni ) :lol: . Za każdym razem znajdowali argument przeciwny ;-) .

Muszę w tym miejscu uczynić samokrytykę. Ano uciekłem od nich. Na koniec usłyszałem jeszcze tylko coś o halucynacjach. Pewnie ugięły by się pode mną normalnie kolana, ale one już były ugięte :lol: . Wsiadłem na maszynę, zjechałem może kilometr i postanowiłem trochę odparować ;-) .

Gdy w miarę zebrałem się w sobie wyruszyłem do Kutaisi. Po trasie spotkałem dwie Rosjanki i Rosjanina. Albo ja miałem kiepskie tempo, albo oni jechali za szybko :lol: .



W każdym razie dalej jadę na Jaskinię Prometeusza 42°22'33.8"N 42°36'01.3"E

W podpisach widnieje, że wspaniała gra świateł itd. Jak se podświetlili tak i teraz mają. W każdym razie nie mam co narzekać.









Nieopodal znajduję przedziwną budowlę. Ze zdjęć satelitarnych przypomina stację kosmiczną ;-) . 42°23'22.5"N 42°33'24.4"E

Jakkolwiek widać, że dziś w środku zazwyczaj już tylko krowy urzędują ;-) .



Tak mija mi kolejny dzień, jak zrobiłem symboliczną ilość kilometrów. Ale tym razem kładłem się spać zdrowy :lol: .

Nad ranem daje się nabrać na budzik...



A zaraz potem czas na Gruzińskie śniadanie.



I w drogę...

Dziś chcę ostatni raz w Gruzji wskoczyć w góry. Tym razem będzie to droga na Ushguli 42°54'53.7"N 43°00'48.7"E i dalej Mesti 43°02'38.1"N 42°43'27.6"E, by finalnie polecieć nad morze, a nawet do Batumi, czy Gonio. Wprawdzie patrząc na mapę nie widzę, żebym doleciał do Batumi, ale jakby co azymut mam :-) .

Najpierw przy głównej trasie trafiam na jakiś Wodospad.



Gdzieś po trasie ;-) .







Gdy wreszcie skończył się asfalt trafiam na dwie Yamahy XT660R. Widzę Gruzińskie rejestracje i młodych ludzi, więc szykuję się na rozmowę po angielsku. Ale nie zdążyłem ni słowa wypowiedzieć, jak jeden z nich zaczyna do mnie po polsku :lol: .



Okazało się, że jeden z nich pracuje w Batumi w wypożyczalni motocykli. Maję generalnie te XT660R. A że wpadł do niego kumpel z polski, to wypożyczyli maszyny na dwa dni i dali nura w góry ;-) .



Jak dowiedzieli się, że jestem paprykarz, od razu powiedzieli też, że przed nami do Ushguli jedzie ekipa rowerzystów ze Szczecina. Gdy ich dogoniliśmy okazało się, że jechał w tej ekipie mój kumpel z którym 3 niedzieli wcześniej byliśmy na rowerowej imprezie :lol: .



42°55'15.6"N 43°06'33.3"E









Cóż powiedzieć. Czas powoli żegnać się z Kaukazem. Zjeżdżam w kierunku morza. Zamiar jest jechać ile wlezie, najlepiej do Gonio. Jednak zmierzch zastaje mnie w Poti. Ledwo się zameldowałem, a poszła ostra ulewa. Wyskoczyłem w tą ulewę jeszcze tylko po zakupy. Deszcz był strasznie przyjemnie ciepły. Mogłem tak dłużej ;-) .





Jutro zamiaruję wskoczyć już w Turcję, więc to moje ostatnie chwile z Gruzją :-) .
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-30, 13:01   

Z Batumi mam tylko jedno skojarzenie... W końcu jestem paprykarzem :-D



Coś słyszałem, że Batumi jest jakieś inne, ciekawsze. Ale sam do końca nie wiedziałem o co w tej dziwności chodzi. Miasto jest obłędne. O ile jadąc przez Rosję większość miast było stawianych w myśl przytaczanej już tu zasady mają rozmach..., o tyle Batunmi to miasto z finezją. Nie ma tam wielkich kwadratowych monumentów. Za to nie było wizji, których by od projektu nie przekuto w budynek :shock: .





Ulice przepięknie zrobione, wszędzie palmy.



Dojeżdżam do Gonio. Jest tam Hostel prowadzony przez polaków, a przed nim trzy KLEkoty na polskich rejestracjach. 41°33'36.4"N 41°34'01.2"E
Jest niedziela przed południem. Myślałem zajechać na jakieś śniadanie, czy coś, ale kręcą się tam tylko jakieś dzieci. No cóż, widać sobotnia impreza trwała do rana ;-) .



I tak nieuchronnie zbliżam się do Tureckiej granicy.



Ale zaczym ją przekroczę jeszcze się będzie działo. Najpierw na wyjeździe z Gruzji dostaję sztrampa. Nie wykupiłem ubezpieczenia komunikacyjnego. Na nic pokazywanie i tłumaczenie, że mam zieloną kartę, że przecież nawet jest znaczek, że na Gruzję to działa. Oświadcza mi to pani pokazując swój szczerozłoty uśmiech i wystawia mandat. Mimo wszystko wyjeżdżam na ziemię niczyją.

Na Turcję potrzebna jest wiza. Ale wykupuje się ją na granicy. Bez wypisywania żadnych kwitów, zdjęć. Po prostu przychodzisz, płacisz, dostajesz wlepkę w paszport i jazda. Tylko potrzebna jest gotówka, a dokładniej dolary. No i to jest słabość mojego planu wjazdu do Turcji. Odbijam się od granicy i muszę wrócić do Batumi.

Żeby nie dostać kolejnego sztrampa kupuję ubezpieczenie, podejmuje gotówkę w dolarach i płacę starego sztrampa. Po załatwieniu wszystkiego wychodzę z budynku pod Batumi, widzę 3 mężczyzn. Jeden mnie zaczyna zagadywać. Okazuje się że to polak robiący biznes w Batumi. Po rejestracji poznał, że ja też polak :-) . Tłumaczy mi też fenomen tego miasta.

Gruzja ma liberalne przepisy związane z hazardem. Automaty które w europie są zakazane, tam działają legalnie. Z jednej strony przyjeżdża tam wielu Rosjan, którym nie tak łatwo pojechać w Europę. Z drugiej strony od Batumi do granicy tureckiej nie ma 10km. To widać wystarczy, żeby Allach nie patrzył ;-) . A wszystko to nad ciepłym Morzem Czarnym :-) .

W każdym razie facet rozpytywał się mnie jak jechałem. Sam ma NAT i chciałby kiedyś do roboty sobie przyjechać na moto ;-) .

W czasie rozmowy też zapytał:
- Potrzebujesz czegoś :?: Przespać się :?: Wykąpać :?: Zjeść coś :?: Naprawić moto :?: Ja ci to mówię jak motocyklista motocykliście :-) , jak polak polakowi :-) . Jak by co to pamiętaj - mówi - jedz do Batumi i znajdź centrum handlowe X . Każdy Gruzin jakiego zapytasz na ulicy powie ci gdzie to jest. Jak już tam będziesz pytaj o Y Casino. Każdy ci powie gdzie to jest. A tam choćby łamanym ruskim zapytaj o polaków. Pomożemy :-D .

Miło słyszeć takie zapewnienia o pomocy, ale gdzieś z tyłu głowy mam już odpalony autopilot na dom.

Więc czas na zmianę .



Niby z Europy nie wyjechałem, a mam do niej kawałek ;-) .



Przez Turcję jadę pełnym tranzytem. Najpierw jadę autostradą do Samsun, potem na Stambuł. Do Samsun cały czas jedzie się nad brzegiem morza. Nawet wszystkie miasta są bardziej w głąb lądu niż ta droga.

Gdzieś po trasie w czasie deszczu, za stacją benzynową ;-) .









Pewną niedogodnością jest jednak...



Znajdziesz wodę gazowaną i nie...soki jabłkowe, pomarańczowe i jakie tylko sobie wymyślisz. Ale nawet piwerka nie idzie kupić. Ni grama. Pełna prohiba.

Gdzieś na trasie, przy głównej drodze mijam raptem sklep jak objawienie...jak światło w celi...



Jadę więc na zakupy, żeby zrobić porządek z kołem.



Miałem przy tym jednookiego towarzysza.



Jedną z rzeczy którą chciałem, to zjeść prawdziwego tureckiego kebaba. Liczyłem rozszerzyć nasze doświadczenie i nutkę orientu.

Okazuje się, że zamówienie kebaba w Turcji nie jest jak u nas zamówienie schabowego. Udaje mi się jednak znaleźć knajpę i zamówić kebaba. Jednak to co dostałem w żaden sposób nie przypominało kebaba. Właściwie dostałem michę z mięsem, do tego surówkę i chleba.

Jednak hitem była ekipa pracowników która mnie obsiadał. Pierwsze co od nich usłyszałem w odpowiedzi na moje pochodzenie to ROBERT LEWANDOWSKI i LEGIA WARSZAWA . Próbowaliśmy coś porozmawiać, ale ja kiepsko po angielsku, a oni w ogóle nic. O tureckim nie wspominam ;-) . Dostałem więc szybko hasło do WI-FI i lecieliśmy z pół godziny na tłumaczu google :lol: .

Wreszcie Stambuł. Mój sąsiad z zespołu Electric Rudeboyz śpiewał o Szczecinie
miasto na granicy dwóch[...]światów
z jednej strony wschód, a z drugiej strony zachód




W jakimś sensie chyba nawet bardziej pasuje mi to do Stambułu :-) . Ja jeszcze w Azji, zaraz Bosfor i potem już Europa :-) .



W Stambule chciałem zobaczyć dwie rzeczy...

Pierwsze to miejsce śmierci Mickiewicza. W zeszłym roku byłem na Białorusi, w Zaosiu, gdzie się rodził, teraz Stambuł gdzie Umarł. 41°02'19.9"N 28°58'37.8"E



Nie jest to może TEN dom, ale stoi w tym samym miejscu





Pierwotnie Mickiewicza pochowano w piwnicy tegoż domu. Jest tam do dziś symboliczny tymczasowy grób.



Kolejna z rzeczy, której bym nie odpuścił to Hagia Sophia.



I nieopodal Błękitny Meczet.



Dalej już kierunek Ewropejski Sajuz, a dokładniej Bułgaria. Przed samą granicą trafiam na Turków, którzy mówili choć trochę po rosyjsku. No wreszcie można było pogadać :-D .Dostałem też od nich swoisty upominek ;-) .



Ps: Podobno Filipinki tak naprawdę nigdy w Batumi nie były ;-) .

ps2: X i Y to nie są nazwy galerii i kasyna w Batumi. Po prostu nie czuję sięuprawniony puszczać takich info na całą polskę ;-) .
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-08-31, 12:43   

Granica turecko-bułgarsko to w zasadzie formalność. Przechodzę z marszu. Żadnej kolejki. Czas przejścia przez tą granicę, to w zasadzie czas potrzebny na pokazanie paszportu itd. Jest też na granicy jakaś akcja dekontaminacyjna, ale mnie nie wzięli, tylko samochody.



No i jestem. Zaraz za granicą spotykam Holendrów na motocyklach. Jakaś stara afryka i Transalp. Oni powoli kończą swoją podróż. Ale zostawiają w Bułgarii motocykle i wracają samolotem do domu. Jednak za kilka miesięcy wracają tu z powrotem i jadą dalej na motkach :-) .

Opowiadali mi też o spotkanej polce, Oldze, która samotnie jechała w Iran :-) . Musi być babka z jajami :-) .

Pogadałem też trochę z jakimiś kierowcami ciężarówek. Opowiadałem o swojej podróży. Było min o Gori i muzeum Stalina. Razem zauważamy, że siłę złego uczynił ten człowiek. Ale przynajmniej nas pa ruski nauczył mówić, dzięki czemu w ogóle możemy teraz sobie pogadać :-) .

Niewiele dalej Bułgaria wita mnie żółwikiem :lol: .



Na Bułgarię miałem jakiś tam pomysł, ale okazało się, że nie był mi po drodze. Będzie więc tranzyt na Rumunię.

Na mapie ta droga wyglądała dość poważnie i przede wszystkim najkrócej. W rzeczywistości była wąska, kręta, czasem szutrowa :-D i szła przez góry. Czyli była jeszcze lepsza :lol: .



Na wylocie z Turcji objawiła się kolejna niezręczność z maszyną... Przed wyjazdem z domu sprawdzałem różne warianty trasy i wyszło mi ok 8Kkm. Czyli jak olej wymieniam co 10Kkm, to akurat mi starczy. Niestety, te 10Kkm to zrobiłem do Bułgarii. Na szczęście tu już roaming jest, więc zacząłem szukać jakichś sklepów po drodze. Tuż przed Rumuńską granicą znalazłem :-) .



Za 60 ichnich talarów kupiłem 3L oliwy. Do tego użyczyli mi narzędzia, żebym wymienił oliwkę :-) . Nie mieli wprawdzie filtra, ale nie bądźmy aż takimi purystami ;-) . Całość odbyła się za ich sklepem, gdzie dzień wcześniej spali jacyś Polacy. Ale oni lecieli samochodem z dwoma wścieklakami na pace :-D .



Więc czas na Most Przyjaźni przez Dunaj i... 43°52'50.5"N 26°00'50.0"E



...witaj Rumunio :-) .



Będąc przejazdem postanowiłem więc wpaść ;-) .









Odbijam też na chwilkę do Draculi. 45°30'45.4"N 25°21'57.2"E



Zawsze mi się wydawało, że to się pisze Hollywood :lol: .



Gdzieś po trasie spotykam Słowaków :-) .



No i jakoś ta nagle się okazało, że ;-) .



Trafiłem do Budapesztu, czy innego Bukaresztu :lol: .



Pomnik Jadwini i Jagiełły :-) . 47°30'19.0"N 19°01'51.8"E



Pomnik Katyński w Budapeszcie. 47°31'57.2"N 19°02'15.7"E





Zaraz później kolejna granica



Ciekawy sklep. Jak wyjdzie 790 to kto wie ;-)



Ostatnią rzeczą wartą odnotowania jest już tylko...



Oczywiście zaczym dojadę do domu wpadnę do Bielska po części do BeeMki i zakręcę się na chwilę po Woodstoku :lol: .

W sumie wyszły cztery niedziele, przy czym tylko 2 razy spałem w tym samym łóżku. Do tego jakoś 13Kkm. Innych statystyk nie prowadziłem ;-) .

Dziękuję za uwagę i za jakiś czas zmontuje film :-) .
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
Ślimak

Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2009
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 03 Lis 2017
Posty: 29
Skąd: Warszawa
Poziom: 4
HP: 0/61
 0%
MP: 29/29
 100%
EXP: 2/11
 18%
Wysłany: 2018-09-01, 21:19   

Dzięki super się czytało :-)
 
     
miotacztruskawe 
vagabundus


Motocykl: BMW F800GS
Rocznik: 2008
Pomógł: 15 razy
Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 995
Skąd: Choszczno/Szczecin
Poziom: 27
HP: 89/1795
 5%
MP: 857/857
 100%
EXP: 78/83
 93%
Wysłany: 2018-09-22, 11:24   

No to właśnie zmontowałem pierwszą część filmowej relacji. komu zbywają 4 minuty zapraszam ;-)



Część druga będzie kiedy indziej ;-)
_________________
jednoślady etylinizowane i nie
Simplon Laser SLX
Cadex CFR2 105
DL 650 K4 był, jest Rzepak F800gs 08'
Wilcy
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 10